Zrozumieć chorobę uwarunkowaną wieloczynnikowo

(fragment z książki „Heal Your Body Naturally: The Power of RNA” dr Amy Yasko)

 

Dawno dawno temu… życie było o wiele prostsze. W dzisiejszym społeczeństwie skomplikowane jest zarówno życie, jak i nasze choroby. Lata temu, większość rodzin była zorganizowana w ten sposób, że mama zajmowała się domem, a tata pracował. Program Donny Reed był puszczany na czarno-białych telewizorach. W 1950 roku na drogach poruszało się 40 milionów samochodów, podczas gdy w 2000 roku było to już 225 milionów. Jest to wzrost ilości samochodów o 600%, proporcjonalnie wzrosło również stężenie tlenku węgla, dwutlenku azotu, dwutlenku siarki, benzenu, formaldehydu pochodzących ze spalin tych pojazdów.

Nasze środowisko uległo drastycznej zmianie od lat 50. Postępująca industrializacja świata sprawiła, że wzrosła ilość metali toksycznych. W dzisiejszym społeczeństwie poziomy ołowiu, rtęci i kadmu funkcjonują dużo wyższych stężeniach niż tych, które rekomendowane są dla zachowania optymalnego zdrowia i długowieczności. Te metale ciężkie mają wpływ na epidemię chorób degeneracyjnych, którą obserwujemy dzisiaj u różnych grup wiekowych.

„Metale ciężkie są obecne w powietrzu, wodzie pitnej, pożywieniu i niezliczonych chemikaliach i produktach. Przyjmowane są do organizmu przez drogi oddechowe, z pożywieniem i przez skórę. Jeżeli metale ciężkie wchodzą do organizmu i kumulują się w tkankach szybciej niż organizm potrafi ich się pozbyć, dochodzi do ciągłego odkładania się tych toksyn. Ekspozycja na metal w wysokim stężeniu niekoniecznie doprowadzi do ostrego zatrucia, gdyż metale ciężkie kumulują się w tkankach i z czasem osiągają poziom toksyczności. Ekspozycja ludzi na metale ciężkie dramatycznie wzrosła przez ostatnie 50 lat jako skutek wzrostu zużycia tych metali w procesach przemysłowych. W dzisiejszych czasach przewlekła ekspozycja na metale ciężkie bierze się z plomb amalgamatowych, farb opartych na ołowiu, wody z kranu, chemicznych pozostałościach w przetworzonym pożywieniu i kosmetykach, szamponach i produktach do pielęgnacji włosów, płynach do płukania ust, paście do zębów i mydle. W dzisiejszym społeczeństwie industrialnym nie ma jak uciec od ekspozycji na toksyczne chemikalia i metale. Dodatkowo, wiele profesji związanych jest z codzienną ekspozycją na metale. Ponad 50 profesji narażonych jest na ekspozycję na rtęć. Są to fizycy, pracownicy farmacji, zawody dentystyczne, pracownicy laboratoriów, fryzjerzy, malarze, wytwórcy baterii, grawerzy, fotografowie, artyści sztuk wizualnych i garncarze” (Pouls M., Extreme Heath, Univ. Michigan).

Metale toksyczne kumulują się w naszych ciałach przez cały okres życia, poczynając od okresu życia płodowego, następnie w okresie niemowlęcym poprzez metale wprowadzane do naszych organizmów przez szczepienia i wszystkie metale wdychane i konsumowane w dalszym okresie życia. Dzisiaj ponad 630.000 dzieci corocznie rodzi się już z poziomem rtęci w organizmie przekraczającym dopuszczalne dawki, a dopiero potem otrzymują szczepionki z zawartością rtęci i aluminium (EPA, 5.02.2004 r.). Oczywistym jest że modele leczenia oparte na sytuacji społecznej lat 50. nie przystają do potrzeb świata dzisiejszego.

Pięćdziesiąt lat temu nie dotyczył nas stres związany z tym, że oboje rodzice pracują w niemal każdym gospodarstwie domowym. Wskaźnik rozwodów podwoił się od lat 50., wiele dzieci żyje w niepełnych rodzinach. Wypełnianie zarówno roli matki jak i ojca, dostarcza rodzicowi podwójnego stresu. Mamy żywność z fast food’ów, szybkie samochody i szybkie tempo życia ze wszystkimi możliwymi czynnikami stresogennymi.

Wiek XX był świadkiem popularyzacji antybiotyków, skutecznych dla ostrych infekcji bakteryjnych jednak nie do końca właściwych dla długotrwałych chronicznych stanów zapalnych, z jakimi mamy do czynienia w XXI wieku. Niestety, nasze podejście do chorób nie zmieniło się tak drastycznie od tego czasu:

            „Rewolucja w medycynie cząsteczkowej jest długo odwlekana. Entuzjaści pozwolili nam wierzyć, że terapie genetyczne i podobne metody leczenia zmienią praktykę kliniczną. Mówili nam, że choroby będą leczone już u swoich genetycznych korzeni, poprzez naprawę wadliwego DNA albo wyłączanie genów mikrobów wywołujących choroby. Jednak implementacja tych metod w praktyce jest frustrująco trudna, a jeśli zachorujesz, twój lekarz prawdopodobnie poda ci syropy i pigułki znane medycynie konwencjonalnej.” (Check, E. Nature, Sept. 2003)

Osiągnęliśmy punkt, gdzie nie wystarczy po prostu wziąć pigułkę na chorobę. Kiedyś wystarczyło wziąć antybiotyk na infekcję bakteryjną. Tak już nie jest. Używanie antybiotyków wiąże się ze zwiększonym ryzykiem raka piersi (Journal American Medical Assos., 18.02.2004) oraz ze zwiększonym ryzykiem chorób serca (Ray, W. New England J Medicine, 9.09. 2004). Nie, ogólny obraz choroby nie jest taki prosty, jak bywało to kiedyś.

Bardziej skomplikowany jest również obraz infekcji, pomimo agresywnej ejkspancji antybiotyków i szczepionek od lat 50. Mówimy teraz o infekcjach w kontekście ogólnego obciążenia organizmu patogenami. Nie jest dzisiaj niczym szczególnym, gdy człowiek jednocześnie przechodzi różne infekcje bakteryjne i wirusowe. Te organizmy czerpią korzyść z faktu, że organizm człowieka nie jest zdrowy i stwarza patogenom warunki do rozrostu.

Zagadnieniem nie jest pojedyncza infekcja bakteryjna, a raczej nierównowaga w systemie, która tworzy atmosferę sprzyjającą wzrostowi patogennych organizmów. Dobrą analogią są termity, które pochłaniają butwiejące drzewo. Jest to odrzucający wizualnie obraz, ale dowodzi tego, że warto patrzeć na wszystkie aspekty, które mają wpływ na zdrowie tak, aby zapobiec temu, że ciało staje się jak korzeń gnijącego drewna, na którym rosną mikroorganizmy stanowiące ekwiwalent termitów z tej metafory. Można też o tych organizmach myśleć jako o osobach wdzierających się do domu, który pozostawiamy z otwartymi drzwiami frontowymi. Oczywiście nawet przy najlepszych środkach ostrożności ktoś może wedrzeć się do naszego domu, ale mniejsze jest tego prawdopodobieństwo, gdy drzwi frontowe będą zamknięte. W podobny sposób czasem chorujemy nawet gdy doskonale dbamy o zdrowie. Możemy jednak zredukować ryzyko włamania się do naszych domów przez właściwe środki prewencyjne i tak samo możemy zredukować ryzyko infekcji w naszym organizmie przez właściwą dbałość o wszystkie aspekty zdrowia.

W książce „The Puzzle of Autism: Putting It All Together” (Amy Yasko, 2004) zaprezentowano hipotezę, że przewlekle istniejące w naszym ciele organizmy wirusów i bakterii tworzą dodatkową „wyrwę’ w naszym systemie działając jako wsparcie dla metali ciężkich i wspomagając ich odkładanie się w organizmie. Dodaje to kolejną warstwę komplikującą całe zagadnienie i wspiera tezę, że choroby, z którymi mamy dziś do czynienia są złożone i wieloczynnikowo uwarunkowane.

Możemy próbować zmniejszyć ilość stresu w naszym życiu. Jednakże dla wielu z nas stres jest punktem stałym, a nie zmienną.  Podczas gdy możemy wpływać na nasze reakcje na stres, nie możemy obniżyć całkowitego poziomu stresu w naszym życiu. Możemy próbować też redukować obciążenie toksynami i ekspozycję na choroby zakaźne. Jednak, o ile nie zamierzamy żyć jak w bańce myd;anej i izolować się całkowicie od środowiska, jest to niemożliwe. Możemy jeść żywność organiczną, używać samych naturalnych materiałów w naszym domu, płynów do czyszczenia bez chemikaliów oraz pić filtrowana wodę. Wszystko to dodaje dodatkową warstwę stresu do naszego życia. Musimy bowiem w pewnym momencie wyjść i wejść do świata, który nie jest środowiskiem wolnym od toksyn i zarazków. Możemy jedynie jak najbardziej się starać i zmniejszać ryzyko zachorowania.

Oczywistym jest, że liczne czynniki mają wpływ na powstanie i rozwój choroby. Im bardziej organizm jest obciążony stresem, a obciążenie metalami i toksynami jest większe, tym większe prawdopodobieństwo że dotknie nas infekcja bakteriami, wirusami albo przerostem drożdżaków. Ilość patogenów wpływa na różnorodne choroby takie jak choroba wieńcowa, wrzody układu pokarmowego, nowotwory. Mikroby mają wpływ nie tylko na choroby somatyczne, infekcje badane są jako możliwe przyczyny licznych przewlekłych chorób neuropsychicznych oraz problemów rozwojowych, szczególnie u dzieci (Institute od Medicine Report, Natl. Academies Press, czerwiec 2004).